kliknij na obrazek
wtorek, 29 lipca 2008
środa, 4 czerwca 2008
Śląsk Activ 3 - finisaż + koncert

ahoj ahoj
Zapraszamy w piątek 6 czerwca o godzinie 17.00 do Katowickiego BWA na finsaż wystawy Śląsk Activ 3, w której bierzemy udział.
Podczas finisażu audio-wideo performance grupy PARACETAMOL (działającej przy galerii SZARA), przedziwne doznania gwarantowane.
Kuratorem wystawy, która kończy się już 8 czerwca(więc to ostatnia szansa aby ją zobaczyć), jest Stach Ruksza.

poniżej info prasowe o samej wystawie ...
„Śląsk activ 3” to wystawa pokazująca aktualne tropy w sztuce na Śląsku i towarzysząca jej interdyscyplinarna publikacja (planowane wydanie: czerwiec-lipiec 2008), sumująca ostatnie kilkanaście lat sztuki regionu w panoramie zjawisk całej sztuki polskiej oraz konstruująca alternatywną syntezę sztuki Śląska. „Śląsk activ” pomyślany jest jako coroczne spotkanie artystów (to ostatnia edycja), do którego zapraszani są najciekawsi artyści ze Śląska. W trzeciej edycji zaprezentowani zostaną: Ewa Axelrad, Tomasz Bierkowski, Łukasz Dziedzic, Łukasz Jastrubczak, Szymon Kobylarz, Bartosz Kozieł, Paweł Kulczyński, Marlena Pardel, Joanna Rzepka-Dziedzic, Bartłomiej Stypka, Andrzej Tobis, Joanna Wowrzeczko.
Trzecia edycja ma zaowocować sumaryczną interdyscyplinarną publikacją – dostarczeniem źródeł, konstruowaniem trzeciej, alternatywnej, panoramy kultury na Śląsku (publikacja oprócz dokumentacji wystaw zawierać będzie teksty Sebastiana Cichockiego, Adriana Chorębały, Łukasza Karkoszki, Małgorzaty Tkacz-Janik, Anny Kałuży, Marcina Dosia, Stanisława Rukszy).
„Śląsk activ” wynika z potrzeby przełamania stereotypowo dominujących dwóch obrazów sztuki śląskiej: z jednej strony – mitologizująco-magicznej, z drugiej – akademickiej (kult grafiki i plakatu). Oba te często przenikające się obrazy tworzą niezmienną hierarchię, punkt odniesienia. „Śląsk activ” przeciwstawia się takiemu całościowemu ujęciu sztuki. Prezentuje obraz nielinearny, fragmentaryczny, nie powiązany ściśle instytucjami, dzięki temu niezideologizowany, choć ideowy. Kryterium (nie jest pokoleniowe) jest cecha „activ”, otwartość na poszukiwania, przełamywanie dotychczas wypracowanych dróg. Wystawa ma charakter „work in progress”, stąd obecność na spotkaniach także samych koncepcji, prac nieskończonych, będących w fazie powstawania. Spotkania „Śląsk activ” są czasową przebudową galerii w laboratorium nastawioną na uczestnictwo w nim widzów.

PARACETAMOL
Wystawa trwa od 26 kwietnia do 8 czerwca. Finisaż 6 czerwca (piątek), godz. 17.00. W programie m.in. koncert: Paracetamol (Łukasz Dziedzic + goście), Apteczka (hip-hop, psycho rap), gość: Madej; wstęp wolny.
piątek, 29 lutego 2008
wtorek, 11 grudnia 2007
Sasnal w Zachęcie - "Podoba mi się..."
Obrazy najnowsze i trochę starsze, najstarszych to chyba raczej nie było. Monochromatycznie, czasem psychodelicznie a nawet surrealistycznie o Picassa zahaczając. Generalnie dzieje się i aby posłużyć się cytatem z pewnej "grupy"... "Mi się podobało! Naprawdę, fajne!"
wtorek, 27 listopada 2007
Co tam w beskidzkim mieście, które mija się jadąc na narty do Szczyrku?
"Pierwsza edycja FAF, która odbyła się na przełomie czerwca i lipca 2005 była zaskoczeniem, a może raczej pozytywnym rozczarowaniem. Bo nagle, z daleka od kulturalnych tras i głównego obiegu sztuki, w beskidzkim mieście, które mija się najwyżej jadąc na narty do Szczyrku, powstał przegląd fotografii z całą pewnością nie prowincjonalny."

Jeżeli ktoś będzie wybierał się na narty do Szczyrku to może na chwilę zjechać z trasy i zobaczyć wystawę pokonkursową Bielskiej Jesieni. Czy warto...?
Jest kilka prac, dla których warto, naprawdę! Cieszy nas bardzo przyznanie Grand Prix duetowi Wojtek Kubiak/Lidia Krawczyk.
Jednak zastanawiający jest status tej imprezy bo pretenduje do ogólnopolskiego wydarzenia ale nie może się uwolnić od lokalnego charakteru.Tak czy inaczej, nie wszystkie wybory, według nas, są trafne. Natomiast już jutro (29 listopada o godz. 18.00)Galeria Bielska zaprasza na sesję "Malarstwo a może konceptualizm", to pewnie tak na marginesie niektórych "zbyt konceptualnych" projektów malarskich biorących udział w konkursie.
środa, 7 listopada 2007
Lustracja Supermarketu Sztuki / polemika Agnieszki Żechowskiej
Lustracja Supermarketu Sztuki
W dodatku ogólnopolskiego „Dziennika” „Kultura” z dnia 2.11.07 ukazał się artykuł Stacha Szabłowskiego pt. „Podróbka biennale”. Artykuł dotyczył międzynarodowego biennale Supermarket Sztuki (im)mortal love. W tekście krytyk zamieścił kilka nieprawdziwych i mylących informacji.
Stach Szabłowski, już na samym początku artykułu, określił Supermarket Sztuki jako „kolejny salon urządzony z myślą o promocji młodych artystów”. Tymczasem definicja supermarketu jest sprzeczna z definicją salonu. Już na poziomie nazwy pojawia się nieporozumienie. Założenia i sposób pracy nad rozwijaniem Supermarketu Sztuki trochę się różnią od salonowych prezentacji. Różnic jest wiele. Salony - narodowe galerie, centra sztuki, akademie sztuki - są finansowane z budżetu państwa. Dodatkowo otrzymują one dofinansowanie ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na realizację bardziej kosztownych przedsięwzięć. Supermarket Sztuki zawsze był niezależnym projektem – wizją artystyczną - finansowanym ze środków własnych (czyt. prywatnych pieniędzy) oraz dofinansowywanym ze środków publicznych przeznaczonych na realizację zadań z zakresu kultury. Kluczowe osoby realizujące projekt nie były zatrudnione w instytucji kulturalnej i nie realizowały go w ramach swoich obowiązków czy zadań. Projekt ma formułę elastyczną - twórczą, to znaczy pozw
Trwałym elementem projektu jest nazwa - Supermarket Sztuki - rozumiana jako nazwa własna. Pozostałe określenia mają charakter opisowy, na przykład biennale, bo co dwa lata. Zdaję sobie sprawę z tego jak dużą rangę nadaje się temu słowu w kontekście wielkich prezentacji sztuki na świecie. Określenie „biennale” jest wtedy częścią nazwy własnej, np.: Biennale w Wenecji, Biennale w Moskwie, Biennale w Sao Paulo itd. Mają one potężne budżety i realizowane są przez doświadczonych, obecnych w międzynarodowym obiegu, kuratorów i prezentują często już uznanych artystów. Mają one charakter prestiżowy, narodowy, a także polityczny. Samo słowo „biennale” zyskało w związku z tym wielu wyznawców, stało się słowem tabu. Mówi się: „nazwa
My chcemy tworzyć ciekawą prezentację, poszukiwać nowej formuły na definiowanie sztuki i budowanie jej kontekstów. Chcemy dawać artystom możliwość uczestniczenia w niestandardowym projekcie, inspirować ich i nie musi to być koniunkturalne. Łowcy głów nie stoją w centrum naszego zainteresowania. A z drugiej strony jest jeszcze za wcześnie, by ocenić rezultaty tegorocznego projektu. Stach Szabłowski, na wszelki wypadek - tuż po otwarciu wystawy - wypowiedział się w imieniu innych kuratorów, chociaż sam nie obejrzał wystawy dokładnie, skoncentrował się na usterkach organizacyjnych. To musi być wyjątkowo łatwe dla kogoś, kto pracuje w rozbudowanej instytucji państwowej z potężnym zapleczem. (Stach Szabłowski jest krytykiem sztuki współczesnej, ale także kuratorem w
Skojarzenie z czasami PRL-u jest co najmniej niestosowne. Wydaje się ono być projekcją własnego kontekstu instytucjonalnego krytyka, na niezależną, prywatną - non-profit - inicjatywę. Kontekst oficjalnej instytucji, która jest kontynuacją dawnego systemu, daje przewagę w konfrontacji z małą, niezależną fundacją (i w dodatku prowadzoną przez kobietę). Pozycja krytyka jest w takiej sytuacji bardzo wygodna. Wygląda na to, że niezależne inicjatywy działające bez ochronnego parasola wielkich instytucji artystycznych powinny być niszczone. To przypomina sytuację z PRL-u. „Niedobór” ochronnego parasola jest największą wadą projektu. Prac nie trzeba oglądać, by je źle ocenić – en bloc. Nie wybierał ich żaden znany autorytet. Stach Szabłowski tropi PRL tam gdzie go nie ma.
Ciekawe jest to, jak wielkie znaczenie dla krytyka sztuki - pracującego od lat w dużej instytucji - ma budynek, jego usytuowanie i jego atrakcyjność oraz to, kto jest jego oficjalnym właścicielem czy zarządcą. Oddzielenie wystawy od lokalu, w którym jest ona prezentowana jest symptomatyczne. Umożliwia ono bezpośredni atak na jakość prezentacji. Stach Szabłowski dokładnie przyjrzał się architekturze szkoły, w której jest prezentowana wystawa Supermarketu Sztuki, ale niewiele uwagi poświęcił pracom artystów. Pokazuje to jego stosunek do realizowania wystaw - najważniejsza jest mocna fasada.
My nie dostaliśmy budynku „na ładny uśmiech”, obecność w nim wystawy nie była oczywista. To sukces, że udało nam się taką lokalizację (dawna szkoła przy ul. Górskiego 9 w Warszawie) wyszukać i uzyskać. Problem ze znalezieniem miejsca na wystawę był o wiele bardziej podstawowy, niż to sugeruje Stach Szabłowski. Na nonsz
Porównanie z Biennale w Berlinie jest chyba żartem. Trudno to inaczej skomentować.
(Supermarket Sztuki to czwórka studentów plus niezależna kuratorka). Jeżeli krytyka sztuki zadow
Agnieszka Żechowska
sobota, 3 listopada 2007
Supermarket Sztuki / komentarze uczestnika

Nasz billboard/banner zawisł na fasadzie budynku przy ulicy Górskiego

Agnieszka i Kamil podczas otwarcia Supermarketu...
Dziś miałem okazję czytać tekst Stacha Szabłowskiego "Podróbka biennale". Jak to określiła znajoma "totalna miazga". Fakt...
Tak jakoś się stało że jestem jednym z uczestników tej "miazgi" i całkiem subiektywnie chciałbym się odnieść do tekstu pana Szabłowskiego, który popłynął po powierzchni całego wydarzenia nokautując organizatorów nim zdążyli wyjść na ring.
Ale na początek kilka prostych uwag:
- tegoroczne BIENNALE jest po mimo wszystko, interesującym wydarzeniem
- zgromadziło kilkudziesięciu młodych artystów, wielu zupełnie nieznanych co nie znaczy nie wartych uwagi, przy czym wspomniany tekst odradza oglądanie czegokolwiek, przez pryzmat organizacyjnego "niewyrobienia się" skreśla 50 artystów i ich "nic nie warte prace", nie wspomina o ekspozycji w galerii LETO, gdzie panowała kameralna atmosfera i wycinek wystawy bardzo dobrze przygotowany. Rozumiem, że według Stacha Szabłowskiego, z jednej strony wystawa na Górskiego wpisuje się w "modne ostatnio trendy" wychodzenia poza galerię ale jest fatalnie przygotowana, natomiast w Leto jest profesjonalnie umieszczona w "nudnym white cube". Ale poza dużym wycinkiem o architekturze oraz interesującym porównaniem Supermarketu i peerelowskiego sklepu, tudzież dywagacje na temat Biennale w Berlinie (sic!), w tekście Szabłowskiego jest tylko zdanie lub dwa o samych pracach, czyli nic ciekawego. SORRY!!!
- Według mnie na biennale jest co najmniej tyle bardzo dobrych prac co i średnich realizacji, warto powalczyć z wystawienniczym chaosem i odszukać te ciekawe wątki; organizatorzy zdając sobie sprawę ze swojej wernisażowej wpadki, wynikającej z ekstremalnie krótkiego czasu jaki mieli na przygotowanie wystawy (walcząc z biurokratycznymi absurdami) postanowili urządzić finisaż, by zamazać złe wrażenie. Liczę że zobaczymy wtedy naprawdę dobrą wystawę pozbawianą dekoncentrującego bałaganu i uzupełnią o brakujące (podczas otwarcia) prace.
Supermarket Sztuki jest organizowany przez grupkę zapaleńców, którzy starają się realizować tą coraz mocniej rozwijającą się się imprezę bez wsparcia wielkiej instytucji zapewniającej finansową stabilność, wysoki budżet. Obrywają za to bez pardonu i bez sensu, bez rzetelnej krytyki.
Szczerze polecam zmierzenie się z (im)mortal love, aby zobaczyć co mają do powiedzenia o niej młodzi artyści z całego świata...
Sami do ostatniej chwili pomagaliśmy przy montażu tej wystawy, widziałem wysiłki Agnieszki i Kamila starających się jakoś dopiąć całość, niestety przegrali z czasem, materią budynku, brakiem ludzi do pomocy, pocztą, awariami prądu, i wieloma innymi rzeczami... ale dziękuje im że robili wszystko co w ich mocy!

Instalacja Anny Cygańczyk "Ściana płaczu"

Nasze prace w ciasnym, szkolnym korytarzu

"Madonny" Agnieszki Zwolińskiej

otwarcie w galerii LETO

Zdjęcia Joanny

Prace Ewy Axelrad

Paweł Żugaj "Nina"

Jedna z prac której nie udało się na czas zainstalować...
Dorota Kozieradzka "Odaliska"
